RUDOLF NAWRAT. Biogram z cyklu „Śląscy Bohaterowie”.
Opracowanie artykułów red. Tadeusza Puchałki.
Motto:
- Pamiętaj synu, jesteś stąd. Twoim obowiązkiem jest bronić honoru tej ziemi.
Wielu nas Ślązaków w walce o powrót do Polski zapłaciło najwyższą cenę...
cenę własnego życia.
Obowiązkiem każdego z nas jest pamiętać, czcić
i oddawać hołd bohaterom... – tak przykazanie ojca
zapamiętał Kazimierz Nawrat - Pamiętam te słowa – wspomina dziś ...
I
Rudolf Nawrat urodził się w Rydułtowach, niewielkim mieście niedaleko Raciborza.
Tam też w miejscowej szkole podstawowej rozpoczął edukację.
Naukę w gimnazjum rozpoczął w Rybniku,
jednakże z niewyjaśnionych przyczyn szkoły tej nie ukończył i podjął pracę w biurze rysunkowym kopalni „Rydułtowy”,
wspomina syn, Kazimierz Nawrat.
Z dokumentów wynika iż w latach 30 ukończył w stopniu technika – elektryka szkołę która wówczas cieszyła się znakomitą renomą,
były to Śląskie Techniczne
Zakłady Naukowe. Po ukończeniu tejże szkoły podjął pracę w kopalni „Rymer”,
pracował tam
jako pracownik dołowy a nieco później został przeniesiony
na powierzchnię. Po rocznej praktyce, dyrektor kopalni proponuje
Nawratowi stypendium które umożliwiło mu studia na Politechnice Lwowskiej. Aby jednak tego dokonać, konieczne było zdobycie
dużej matury którą uzyskał w liceum
im. A. Mickiewicza w Katowicach.
Nadszedł czas szkoleń wojskowych. Rudolf Nawrat zostaje przydzielony
do odbycia szkolenia w podchorążówce Wojsk Łączności w Zegrzu.
Tam nieustające szkolenia i udział w manewrach oderwały młodego Rudolfa od cywilnego życia. Zdał w końcu pomyślnie egzaminy
i dalsze studia miał podjąć w październiku 1939 roku...
„Pamiętam ten dzień doskonale. 25 sierpnia wracam z pracy na "Rymerze",
a na progu, jak zwykle wita mnie matka. Na stole czekało
powołanie do wojska”.
( cytat wg. „Nowiny Rybnickie - historia Regionu” aut. Dominik Abłamowicz ).
Jako młody podporucznik przyszło mu walczyć w kampanii wrześniowej
w katowickiej 23 Dywizji Piechoty Armii Kraków.
20 września pełniąc funkcję dowódcy plutonu łączności pod
Tomaszowem Lubelskim dostał się do niewoli niemieckiej.
„Naszym obowiązkiem jest uciec z obozu i walczyć nadal”.
Te słowa usłyszał ojciec i jego koledzy - wspomina Kazimierz Nawrat - 19 września
od swych przełożonych na dzień przed kapitulacją.
Wtedy to młody
podporucznik Nawrat po raz pierwszy w życiu usłyszał słowo „konspiracja”.
Idąc do niewoli ukrył swój stopień oficerski,
szedł ze swoimi żołnierzami, być może dlatego udało mu się przeżyć.
Znana była wówczas treść ulotek które rozsypywały sowieckie samoloty,
by w pierwszej kolejności mordować oficerów.
W pamięci ojca pozostały ostatnie słowa dowódcy i tak rozpoczęła się gra
w rosyjską ruletkę
ze śmiercią, młodego niepokornego Ślązaka.
Jeńców załadowano do pociągu i wywieziono do obozu Kunau uber Sagan – dzisiejszy Żagań.
Już z końcem listopada ojcu udało się zbiec - wspomina syn - Wrócił do rodzinnej miejscowości pociągiem. Po krótkim pobycie w domu
rodzinnym, zgodnie z rozkazem przełożonych, udał się do Krakowa by tam szukać kontaktu z ruchem oporu. W Krakowie wstąpił w szeregi
żołnierzy Związku Walki Zbrojnej,
tam został skierowany do głębokiej konspiracji.
Dlaczego zdecydowano się na tak ryzykowny ruch w
stosunku do mojego ojca?
Dlaczego zaufano młodemu człowiekowi do tego stopnia, że powierzono mu
bardzo poważną funkcję wywiadowcy?
Należy przypuszczać, iż jednym z powodów, była biegła znajomość
kilku języków obcych.
„Zajmowałem się wywiadem, głównie przemysłowym, penetracją najnowszych konstrukcji niemieckich związanych z machiną wojenną
III Rzeszy. Pomagałem w przerzucaniu ludzi przez granicę z Niemcami i Generalną Gubernią”.
Na Górnym Śląsku działalność konspiracyjna nie była jednak ani prosta, ani łatwa; w 1942 roku doszło do wpadki kierowanej
przez ojca komórki na katowickim dworcu; Ojciec był spalony.
Rozkazem przełożonych został skierowany do Warszawy.
„Tu niejako urodziłem się
na nowo. Świeża metryka urodzenia, nowe dokumenty, wystawione na nazwisko: Kazimierz Krukowski urodzony 9 maja 1918 roku w Wilnie”.
Ten wątek pojawi się jeszcze w dalszych opisach wspomnień wojennych przygód niepokornego Ślązaka. Tymczasem, Rudolf po odbyciu
przeszkolenia otrzymuje pierwsze bojowe zadanie...
( Wyżej wymienione cytaty pochodzą ze wspomnień
ojca – „które zapamiętałem tak jakby wypowiadał je dziś” - wspomina syn Kazimierz ).
Te same wspomnienia zostały opublikowane w gazecie „Nowiny Rybnickie”.
„Kiedy teraz siadam wieczorem i wspominam burzliwe życie
mojego ojca,
jego walkę o wolną Polskę, utwierdzam się w przekonaniu iż to co robię jest jedyną słuszną drogą. Nie sposób zapomnieć,
nie sposób zmienić biegu historii tej ziemi, życia i cierpienia ludzi ... Dziś próbuje się wmówić nam, że nie było Powstań Śląskich,
nazywając je wojną domową przy użyciu najemnych sił ( Różne wrogie nam ośrodki propagują tezy że ) nie było ruchu oporu,
Ślązacy nie walczyli o wolność Polski, ochotniczo wstępowali w szeregi Wehrmachtu. To jakieś potworne zakłamanie... Oto przykłady
bohaterów, Ślązaków którzy znali właściwą drogę. Rudolf Nawrat jest jednym z nich... – Pamiętać, to nasz obowiązek... – ciągnie dalej
Kazimierz Nawrat.
II
Jak wynika ze wspomnień ojca, pracę w zakładach Philipsa załatwił mu przyjaciel Bolesław Cichocki którego poznał w podziemiu.
Tam ojciec został zatrudniony na stanowisku radio – montera, praca ta dawała ojcu wiele możliwości. W tym czasie przyjął pseudonim
„Góral” i został podwładnym płk. K. Iranka – Osmeckiego, człowiek ten kierował informacją i wywiadem w biurze gen. Sosnkowskiego.
Bezpośrednim przełożonym ojca był kpt.„Tomir”. Jak nadmieniłem we wcześniejszych
moich wspomnieniach, ojciec biegle władał
kilkoma językami, toteż często
przeobrażał się w Niemca, Francuza, Czecha.
Znana jest podróż ojca do Wiednia, gdzie jako
Hans Schrőeder
udał się ze specjalną misją. Jak się okazało, był jednym z ogniw misternie utkanej siatki konspiracyjnej
której zadaniem było sabotowanie prac w tamtejszych zakładach Philipsa. Praca polegała na umiejętnym uszkadzaniu kondensatorów
które montowane były w łodziach podwodnych. Urządzenia po pokryciu ich specjalną substancją
i zetknięciu z morskim jodem
powodowały powolną korozję, a w konsekwencji
zanik sygnału radiowego... Wiadomo czym może się skończyć
bojowa misja
okrętu podwodnego, kiedy nagle zostaje przerwana łączność...
Nie była to jedyna akcja w której brał udział ojciec
jako agent wywiadu - wspomina Kazimierz Nawrat - jest też wiele białych plam, nie wyjaśnionych do końca sytuacji,
a jedną z nich jest brak jakichkolwiek śladów mówiących o tym,
czym była owa tajemnicza substancja.
Z rozmów przeprowadzonych
z ojcem można było sądzić, że był to jego wynalazek.
Należy przy tym podkreślić, iż były to wyjątkowo trudne rozmowy
- wspomina syn Kazimierz - ojciec unikał tych tematów, i jak należy przypuszczać wiele tajemnic zabrał do grobu – dlaczego?...
Dziś łatwo
zadaje się tego rodzaju pytania - dodaje - jednakże warunki w których przyszło nam żyć
w owym czasie,
rządziły się swoimi prawami
– wspomnimy o tym w dalszej części naszego opowiadania ...
Pierr Dubois - oto kolejne wcielenie Rudolfa Nawrata.
Pod tym imieniem i nazwiskiem wykonywał zadanie na terenie Francji i Belgii.
Tam wykonując zadanie jako kurier AK przekazywał informacje tamtejszemu
ruchowi oporu (Ma Quis). Jego zadaniem było koordynowanie
akcji dywersyjnych na tyłach wroga.
Hubert Smolka - pracownik czeskiej Opery Narodowej.
Biegła znajomość języka czeskiego pozwoliła i na to wcielenie.
Tam zadaniem wywiadowcy Rudolfa Nawrata było zapoznanie się z produkcją
w wojskowych zakładach „Skoda”. Zakłady te w owym czasie
produkowały ciężki
sprzęt wojskowy wykorzystywany przez machinę wojenną III Rzeszy.
Na ten temat ojciec mówił niechętnie,
nie lubił wracać do tego czasu...
Domyślam się - wspomina Kazimierz Nawrat - że misja ta musiała być szczególnie niebezpieczna.
Dane, które uzyskiwał na terenie czeskich zakładów, przekazywał do komórki AK, stamtąd informacje trafiały do Anglii.
Pytanie: Co odczuwa człowiek, syn bohatera w czasie gdy przychodzi czas wspomnień?
Dziś - odpowiada Kazimierz Nawrat - odczuwam
ogromny żal. Jest mi przykro, że przyszło nam żyć w czasach, kiedy dokonuje się prób zacierania historii i to nie tylko
z tego powodu,
że „jakoby bohaterem” tamtego czasu jest mój ojciec. Takich i jemu podobnych w tym czasie było wielu, a tak niewielu zna ich losy – to
smutne ...
III
Cytat : „Widziałem otwarte na oścież wrota piekieł...”
Są to wspomnienia z wydartych kart pamiętnika mojego ojca - kontynuuje
Kazimierz Nawrat - Ojciec niechętnie opowiadał
o czasie kiedy przyszło mu walczyć
na barykadach Warszawy. Kiedy w końcu udało mi się go namówić do wspomnień, twarz ojca
robiła się ziemista, oczy zachodziły mgłą, często zmuszony był przerywać słowa wpół zdania... Wiedziałem, że opowiadanie
i te wspomnienia kosztują go wiele wysiłku. Każdy jego cytat został przeze mnie spisany by nic nie uleciało w niepamięć...
Byłem, jestem i pozostanę dumny ze swojego ojca... Czy można zapomnieć o losach ludzi którzy wszystko poświecili ojczyźnie ?...
Dziś kiedy mamy wolną Polskę, znów musimy dawać świadectwo prawdzie
i udowadniać, że to co było, działo się naprawdę.
Tu ginęli ludzie w obronie wiary
i o powrót do Polski a później o jej wolność. Ślązacy – Polacy, na zawsze
i od zawsze
przypisani byli tej ziemi.
Warszawa; Czas Powstania. Ze wspomnień ojca wynika, że brał czynny udział w Powstaniu Warszawskim. Będąc żołnierzem
batalionu „Kiliński” brał udział w walkach o zdobycie budynku słynnej „PASTY”. Nie mówił o tym czasie zbyt wiele,
dlatego w mojej pamięci pozostała tylko ta krótka informacja ... Kiedy wieczorem siadam w fotelu
i cofam się pamięcią
do tych tragicznych dla Polski czasów, ogarnia mnie
dziwne uczucie - nostalgia, zaduma.
Nagle zdaję sobie sprawę, że to przecież ojciec – Ślązak znalazł się tam w Warszawie jako powstaniec, nie śląski a warszawski,
na równi ze swoimi kamratami
walczył na barykadach, wiem, że uczestniczył w wielu akcjach bojowych.
Opowiadał o wypadzie
do Ogrodu Saskiego. Zadaniem jego grupy było zlikwidowanie baterii przeciwlotniczej, która prowadziła ostrzał samolotów które
nadlatywały
z Anglii i Włoch z bazy w Brindisi.
Kto wie czy aby nie dlatego przeżył Jan Cholewa, pilot Ślązak z Ustronia który pewnego dnia otrzymał zadanie zrzutu
nie nad Warszawę a Kampinos. Po wykonaniu zadania z pustymi lukami zboczył z kursu po to tylko, by zobaczyć
- jak wspominał -
umierającą Warszawę, obniżył lot tak, że widział sylwetki powstańców, łzy popłynęły do oczu pilota bo jedyne co mógł zrobić,
to pomachać skrzydłami, nie bacząc na zagrożenie zrobił jeszcze jeden nawrót,
po czym podniósł ociężałą maszynę i skierował
na południe.
Odtąd często wracał, uparcie domagał się lotów nad Warszawę,
przekroczył limit lotów bojowych, mógł zakończyć karierę pilota.
Na własne żądanie latał dalej. Przeżył piekło wojny tak jak i Rudolf Nawrat.
Kto wie, może to grupa bojowa, która zniszczyła
baterię niemiecką pomogła
„Małemu Janowi” przeżyć najcięższe, jak mawiali piloci, loty nad Polskę...
Skąd nagle te wspomnienia ? Cóż ma wspólnego los pilota z losem Rudolfa Nawrata ?
jak widać wielu było Ślązaków walczących
z najwyższym poświęceniem pod różnymi sztandarami w rozmaitych mundurach o jedną sprawę tę najwyższą - wolną Polskę...
Zbliża się czas kapitulacji. 30 września pada Żoliborz - wspomina Rudolf Nawrat - Trzy dni wcześniej Mokotów a jeszcze wcześniej
Stare Miasto. Najdłużej trzymało się Śródmieście. Tak wspomina ten czas bohater tamtych strasznych dni, żołnierz AK batalionu
„Kiliński”... ( Cytaty oraz dane dotyczące treści legitymacji służbowej zostały opublikowane przez „Nowiny Rybnickie”
aut. Dominik Abłamowicz )... - Legitymacja nr.2592. Porucznik „Góral” Czesław. Nazwisko; Krukowski. Jest żołnierzem
Okręgu Warszawskiego AK. Przydział : oficer łączności – dowódca plutonu w zgrupowaniu majora Bartkiewicza ( data wydania
dokumentu 19 sierpnia 1944r.)...
„Mam za sobą przemarsz przez piekło;
Nie będę się nad tym rozwodził i opisywał mojego osobistego udziału w zdobywaniu PASTY i działaniach batalionu „Kiliński”,
w zgrupowaniu „Chrobry II”, jak również wypadków z Ogrodu Saskiego, naszym celem była likwidacja niemieckiej
baterii przeciwlotniczej, strącającej samoloty dokonujące zrzutów dla powstańców. Byłem tam ... widziałem dziesiątki,
setki młodych ludzi, kwiat młodzieży polskiej, ginącej pod zmasowanymi atakami artylerii i czołgów, prowadzonych przez
formacje Wehrmachtu, SS – Galizien, żołnierzy Dywizji Dirlewanger, policję, Kałmuków i Ukraińców”.
( cyt. Rudolf Nawrat – pamiętnik ).
Ostatnią niezdobytą redutą było Śródmieście;
„Tam była moja ostatnia powstańcza kwatera. Pamiętam, jak jeszcze przed ostateczną kapitulacją salutowałem gen. Monterowi
gdy maszerowaliśmy przed nim jako 28 Dywizja im. Stefana Okrzei. Stał wtedy na wysepce tramwajowej i odbierał defiladę.
Włączył się potem w nasze szeregi
i wspólnie pomaszerowaliśmy do niewoli.
Różne były losy naszych dowódców. Gen. Montera Niemcy
wyłuskali z kolumny prostych żołnierzy i przewieźli do obozu w Golditz. Generał T. Bór – Komorowski został wywieziony do obozu
w Murnau. Płk. Radwan – dowódca Śródmieścia jak i spora grupa oficerów z tego obwodu zostali przywiezieni do obozu jenieckiego
w Fallingsbostel”.
„I ja znalazłem się w tej grupie. Następnym etapem był KZ Bergen – Belsen ( styczeń 1945r.) koło Hanoweru w Dolnej Saksonii,
gdzie z numerem 1320 zostałem umieszczony w baraku 199. Następnie wagonami przewieziono nas do Gross – Born. Stąd,
około 20 stycznia pędzono nas pieszo w mrozie, śniegu i deszczu,
do obozu w Lubece”.
„W tym ostatnim obozie obowiązki przełożonego żołnierzy polskich pełnił płk. Radwan. 2 maja właśnie on przyjął meldunek
dowódcy kompanii kanadyjskiego pułku czołgów informującego o wyzwoleniu. Parę dni później z Paryża przyjechał oficer
Polskiej Misji Wojskowej, który zajął się weryfikacją danych osobowych żołnierzy”.
( patrz „Nowiny Rybnickie” Dominik Abłamowicz ).
Wolność; i kolejna legitymacja wojskowa;
„Byłem znów wolnym człowiekiem, nadal oficerem Polskich Sil Zbrojnych. Wyjechałem potem do Brukseli, Paryża i Londynu,
by znów powrócić do Brukseli. Właśnie tu, we wrześniu 1945r. Przed Palais de Justice, koło pomnika krzyżowca Godfrieda de Boulogne,
spotkałem się z gen. Borem – Komorowskim, któremu składałem meldunek
dotyczący przewiezienia na zachód jego żony i syna.”
Ojciec, jak większość żołnierzy walczących na frontach zachodniej Europy
tęsknił za domem rodzinnym i ojczyzną, za nią przecież
przelewał krew
o jej wolność walczył. Miał prawo do powrotu jako bohater.
Nie wiedział o tym, że z chwilą podpisania kapitulacji
przez hitlerowskie Niemcy, Polska nie odzyskała wolności a wojna partyzancka trwała nadal... Jeszcze w latach 50-tych słychać było
strzały ( Pamiętamy słynnego kpt. Flame - „Bartka” który
w Beskidach długo jeszcze siał postrach wśród aktywistów rodzącej się
władzy ).
Ławy oskarżonych uginały się pod ciężarem wrogów „władzy ludowej”,
wyroki sądowe to długoletnie więzienia a bardzo
często wykonywane były wyroki śmierci, wszyscy pamiętamy te czasy, nie ma więc sensu rozwodzić się nad tym...
Jedni wracali od razu, inni nieco później. - dodaje pan Kazimierz - Niewielu zostało w wolnym świecie. Oto jak „Góral” wspomina
rozmowę z generałem;
„Niech się pan jeszcze nad tym zastanowi. Jeśli pojedzie pan do kraju,
dalszym etapem będzie Syberia i białe niedźwiedzie...”
Należy przypuszczać, iż była to ostatnia rozmowa ojca z generałem.
Długo zastanawiał się nad powrotem. Będąc w Belgii niemalże
rozpoczął studia
w Ecole Superieure de Comerce. Tęsknota za krajem i rodziną
wzięła jedak górę nad rozsądkiem.
I tak w grudniu 1946 roku Rudolf Nawrat wraca do Polski...
IV
Po przyjeździe zgłosił się w Wojskowej Komisji Rejonowej w Pszczynie.
W dość oszczędny sposób, można powiedzieć,
przedstawił swój życiorys
- wspomina syn Kazimierz. To jednak wystarczyło aby zaliczyć go do grona
osób podejrzanych,
które mogą być wrogo nastawione do rodzącej się Władzy Ludowej. „Tacy jak wy już siedzą, a ci co nie siedzą, będą siedzieli”...
Po tych słowach Rudolf zrozumiał, że słowa wypowiedziane przez generała w Belgii nie były słowami wypowiedzianymi na wyrost....
Do jego świadomości dotarło,
że nie o taką wolność walczył.
Miał to być początek wielu gorzkich rozczarowań.
Marzeniem które
spędzało mu sen z powiek przez cały czas wojny, była kontynuacja nauki. Wielu młodym ludziom wojna pokrzyżowała plany życiowe,
zamiast pióra wręczono do ręki karabin. Jednym z nich był mój ojciec. Chciał podjąć studia na Politechnice w Warszawie,
to tam stał na barykadach i walczył z hitlerowcami, niestety „wilczy bilet” nie pozwolił mu na naukę. Podejmuje więc decyzję
wyjazdu do Poznania, zmienia kierunek studiów z technicznych na ekonomiczne. Zostaje przyjęty do Akademii Handlowej w Poznaniu,
tam z wynikiem celującym kończy naukę
w stopniu magistra. Dalsza edukacja i przygotowania do doktoratu
przerwane zostały przez
służbę bezpieczeństwa...
„Na 6 tygodni wylądowałem w więzieniu we Wronkach. Codzienne pisanie życiorysu. Odpowiadanie na pytania w powodzi bijących w oczy
świateł”. Codzienne rozpracowywanie ludzkiego umysłu ( pranie mózgu mogące doprowadzić człowieka do szaleństwa ). Nagle któregoś
dnia słyszy nakazujący głos oficera; „Wracaj pan na swój za....ny Śląsk, schowaj się pan w dziurze, w jednej z kopalń i nie wyłaź”.
Po opuszczeniu bram więzienia, ojciec wraca na Górny Śląsk, tam podejmuje naukę
w Technikum Górniczym a dalej studia w
Akademii Górniczo Hutniczej w Krakowie. Otrzymuje tytuł magistra inżyniera. Rozpoczyna karierę górniczą i podejmuje pracę
w kopalni
„Anna” na stanowisku kierownika Działu Inwestycji. W niedługim czasie
został przeniesiony na kopalnię „Marcel”, tam pełnił obowiązki
zastępcy dyrektora kopalni w tym samym dziale.
Na tejże kopalni doczekał szczęśliwie emerytury.
Rudolf Nawrat mógł mówić, iż z całą
pewnością anioł stróż
nie opuszczał go na krok.
Agent wywiadu, powstaniec, żołnierz. Przeżył piekło wojny,
później trudne czasy
rodzącej się Władzy Ludowej nienawidzącej wszystkiego
co w jakiś sposób miało jakikolwiek związek z „wolnym światem”.
Wielu jego kolegów i znajomych straciło wtedy życie.
Rudolf Nawrat, przy całej swojej odwadze i niezwykłej mądrości,
miał
ogromne życiowe szczęście.
Ten któremu grożono i którego wykpiono w PRL - był odznaczony; Londyńskim Krzyżem Kampanii Wrześniowej 1939, Krzyżem Walecznych,
Krzyżem Partyzanckim, Warszawskim Krzyżem Powstańczym, Krzyżem Armii Krajowej...
„Za swoją wojenną działalność, za „Powstanie”, być może otrzymałem Virtuti Militari. Mówię być może, gdyż w Powstaniu brało
udział trzech Kazimierzy Krukowskich. Do dzisiaj nie rozwikłano, któremu z nich krzyż ten został przyznany. Ale dzisiaj, czy
to takie ważne”?... ( Cytat pochodzi z wywiadu przeprowadzonego przez Dominika Abłamowicza z Rudolfem Nawratem - „Nowiny Rybnickie”).
Bohaterowie odchodzą, pozostaje pamięć. Cześć ich pamięci !!!
( redakcja na podstawie tekstów Tadeusza Puchałki A.D. 2013-2015 )