10-11.11.2017. Dni Święta Niepodległości.
I znów obserwujemy jak rodzi się nowa tradycja. Tym razem w naszym oddziale SPAK. Kolejny rok, dla uczczenia
narodowego święta, uczestniczyliśmy w marszu
górnośląskiej grupy Camino, ktory tym razem biegł z Gliwic
do Nieborowic.

Ale zanim to nastąpiło, na zaproszenie Gliwickiego Zespołu Szkół Samochodowych,
wzięliśmy udział w uroczystej akademii,
którą swoją obecnością uświetnili kombatanci ze Światowego Związku
Żołnierzy AK.
Kilka słów przekazał młodzieży Prezes Gliwickiego Oddziału ŚZŻAK por. W.Kołkowski,
a ta ze swej strony wystąpiła
z przygotowanym przez siebie krótkim programem literackim.
Wieczorem tego samego dnia, a był to przeddzień Święta, wysłuchaliśmy uroczystego koncertu w wykonaniu młodzieży,
ale i dorosłych członków zespołów muzycznych
i chórów ze Świętochłowic i okolic, a także zespołów naszych
rodaków z Białorusi.

Wzruszenie wśród uczestników, zorganizowanego
przez władze miasta i Fundację Wolne Miejsce
wydarzenia, było powszechne gdy ostatni chórzyści schodzili ze sceny, żegnani na stojąco gromkimi brawami.
Z zaskoczeniem wielu z nas odkryło wysoką jakość
prezentowanej muzyki która zawierała ten dodatkowy,
wschodni składnik naszej starej kultury.
A sobotę powitaliśmy
mszą św. w kościele p.w.
św. Antoniego na Wójtowej Wsi, skąd po zwyczajowej
krzątaninie pod i przed kościołem i oczywiście

grupowym zdjęciu, wyruszyliśmy w trasę miedzami
świeżo zaoranych pól.
Solo i w zestawach.
Niebo było ciężkie od
chmur, które coraz to
zawisały nad nami, ale
w końcu okazało się,
że i słońce przebiło się przez nie na parę chwil i deszcz nie spadł. Krajobraz był, można rzec, zwyczajny
choć jeśli przyjrzeć się zdjęciom to wypada mieć skojarzenia
z malarstwem Wyczółkowskiego i Chełmońskiego. Taka jest nasza ziemia.
Po drodze zatrzymaliśmy się w zabytkowym drewnianym kościółku z XVII w.
p.w. św. Michała Archanioła w
Żernicy, którego ściany ( i sufit ! ) pokryte są niedawno odrestaurowaną polichromią. Wnętrze kościoła robi
niezwykłe wrażenie.
Szkoda, że dzwony zrabowane stąd
przez Niemców w czasie okupacji
bezczynnie tkwią
w pustym dziś
kościele gdzieś po drugiej stronie Odry.
Ale jest ponoć nadzieja, bo zostały
wytropione i zidentyfikowane, że wrócą
na swoje miejsce.
Po wizycie w tym małym ale ślicznym kościółku ruszyliśmy w dalszą drogę

by w lesie pod Nieborowicami odwiedzić
miejsce kaźni Ślązaków, których wielu straciło życie w obozie
przejściowym zorganizowanym dla tych,
których w 1939 roku ich niemieccy sąsiedzi uznali za nazbyt polskich
i zbyt inteligentnych. Taki “element” był niebezpieczny dla hitlerowców. Należało
ich wymordować.
Wysłuchaliśmy mrożących krew w żyłach opisów nieprawdopodobnego bestialstwa niemieckiej załogi obozu i znęcania się
nad tymi, którzy
uważali się za Polaków, zanim w okrutny sposób zadano im śmierć.
Zeznania świadków, którzy cudem przeżyli gehennę w nieborowickim lesie, są w posiadaniu IPN-u
i upoważniają
w opinii historyków użycie określenia,
dla nazwania miejsca i tego co się tutaj działo
- Śląski Wołyń.
Zmówiliśmy modlitwę za dusze ofiar nieborowickiego obozu i obiecali pamiętać
i przypominać innym. Bo również
tym naszym rodakom zawdzięczamy swoją
narodową niepodległość.
A potem już tylko posililiśmy się w gościnnych progach
pobliskiego przedszkola by autobusem powrócić do
wyjściowej bazy w Gliwicach.

A tam, w czasie wędrówki druga część naszego składu asystowała
przy uroczystościach na Placu Piłsudskiego.
Poprzedziła je

uroczysta msza św. w Katedrze i przemarsz na miejsce ceremonii.
Na placu obecne były władze miasta, wojsko, harcerze, przedstawiciele klas mundurowych, szkół i związków
kombatanckich. Ceremoniał obejmował apel
i salwę honorową.
Delegacje złożyły wieńce i kwiaty pod pomnikiem Marszałka, gdzie imponujący
biało czerwony kobierzec
przemawiał sam za siebie. Tak w Gliwicach i okolicy
fetowaliśmy nasze narodowe święto.