11.07.2017. Rocznica „Krwawej Niedzieli”.
W miniony wtorek z udziałem władz państwowych i samorządowych obchodzony był
w Warszawie Narodowy Dzień Pamięci
Ofiar Ludobójstwa na Wołyniu 1943 roku.

I my byliśmy w stolicy tego dnia.
Sama data przypomina haniebny zamysł
i realizację, zorganizowanego
przez ukraińskich nacjonalistów z OUN i UPA
masowego mordu na Polakach w niedzielę
11 lipca 1943 roku, zwaną odtąd „Krwawą Niedzielą”.
Ten diabelski plan został zrealizowany z niespotykanym w kulturze europejskiej okrucieństwem.
Kulminacją jego zaś były rzezie zebranych w polskich kościołach na Wołyniu chrześcijan.
Bezbronnych i rozmodlonych, ktorych karabinami, siekierami, widłami, kosami i nożami, wraz z prowadzącymi
posługę księżmi wyrżnięto jak bydło.
Kogo nie zabito w kościele, zamordowano w polu lub zagrodzie, spalono żywcem, posiekano na kawałki lub
rozbito na miazgę. Dobytek rozkradziono a domostwa spalono. W ten sposob jednego dnia przestało istnieć
ponad 100 polskich wsi.

Ktokolwiek, gdziekolwiek uratował się z tego
pogromu, jacykolwiek Ukraińcy o ludzkich uczuciach schronili
niedobitki Polaków, musieli pamiętać
na zawsze i przypominać,
że to się na prawdę
wydarzyło i nie może zostać
zapomniane tak,
jak nie wolno nam zapominać o tym co działo się
w Oświęcimiu, Katyniu czy Ponarach.
I nie może być, jak obecnie oficjalnie uznają polskie władze, mowy o budowaniu dobrosąsiedzkich stosunków
pomiędzy Polską i Ukrainą bez uznania przez Ukraińców historycznych faktów, potępienia zła i zadośćuczynienia.

Mowił o tym tego dnia Minister Obrony Narodowej: ...”Jesteśmy teraz silni duchem jak nigdy wcześniej
i ... będziemy twardo trwać na swoim stanowisku, pamiętając i przypominając światu co stało się na Wołyniu w 1943
roku”...
Potwierdzeniem jak gdyby takiej postawy Polaków
i takiego punktu widzenia jako słusznego, była ostatnia wizyta
prezydenta Donalda Trumpa w Warszawie
i jego słowa, podczas przemowienia 6 lipca pod pomnikiem Powstańców
Warszawskich, o niezłomnym,
wobec kataklizmów obcych reżimów, polskim duchu. Byliśmy w Warszawie tego dnia
również, doświadczając na żywo tej historycznej wizyty i tego świadectwa.
Wydaje się, że Amerykanie, wyrośli na gruncie buntu przeciw obcej im władzy i tęsknoty za wolnością, doskonale
to rozumieją. Kontakt z nimi jest prosty
i łatwy, nawet, gdy sprawdzamy jak dobrze zakute
są ich ... głowy
pod hełmami.
A że przy okazji napatoczył się ktoś o znajomym wyglądzie to co ? On też wyrósł na gruncie buntu przeciw
niesprawiedliwości
i pragnienia bycia sobą u siebie. Więc on też, historycznie, na pewno to rozumie.